• Wpisów: 31
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 13:47
  • Licznik odwiedzin: 24 194 / 2426 dni
 
martax181
 
No to pięknie... Miałam wypadek. Co prawda nie moja wina, nikomu nic się nie stało, ale i tak jestem w ciężkim szoku. Jeden samochód złożył się niemal w harmonijkę, drugi (czyli mojego chłopaka) pozostał z urwanym kołem i zgniecionym bokiem. Niestety to ja prowadziłam...
Facet chciał mnie wyprzedzić na linii ciągłej przy czym ja skręcałam w lewo. Jechaliśmy na poprawiny, no to się poprawiło...
Gdy uderzył we mnie z wielkim impetem odrzuciło nas na prawy pas, a sam sprawca wraz z 3-ma pasażerami uderzył w słup wysokiego napięcia, który z tego powodu się złamał.
Nasz samochód zaczął się dymić. Tata mojego M. krzyczał żebyśmy uciekali, bo samochód się pali. Przyjechała straż pożarna.
W ciężkim szoku stałam i krzyczałam, że rozbiłam 2 samochody. Nic do mnie nie docierało.
M. przytulał i mówił, że nic się nie stało, że ważne, że żyję... Że samochód to tylko kawałek blachy. Ja jednak się mocno przejęłam. Tak mocno, że zaczęłam mdleć i pan strażak zaprowadził mnie do karetki. Podali mi tlen, zmierzyli ciśnienie, wykonali wszystkie podstawowe badania. Następnie przyszedł policjant żeby zbadać mnie alkomatem.
Te zdarzenia pamiętam jak przez mgłę. W dodatku zaczął padać deszcz. Tak strasznie się bałam...Policjant powiedział, że zabrakło ok 2-3 sekund do tragedii. Mogłam być wgnieciona przez uderzenie i zginęłabym na miejscu.
Od wypadku minęło 4 dni, a ja wciąż rozmyślam czemu tak się stało, pytam sama siebie czy nie mogłam czegoś zrobić. M. ciągle powtarza żebym się nie przejmowała i cieszy się że żyję, ale ja nie mogę się pozbierać.
Piszę tutaj, ponieważ czuję strach i ból. Nie chcę więcej takich rewelacji. Jeżeli ktokolwiek to przeczytał to proszę nie bagatelizujcie zagrożeń na drodze. Zawsze trafi się jakiś wariat, któremu się spieszy.
Za chaotyczność mojej wypowiedzi serdecznie przepraszam. Nie mam sił na konstruktywne jej formułowanie.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego